W antycznym Rzymie urzędnikiem państwowym mogła zostać jedynie wąska grupa obywateli, jedynie ci najbogatsi i jednocześnie najbardziej oddani państwu. Najważniejszym urzędem w antycznym Rzymie był urząd konsula, który otwierał drogę do namiestnictwa w prowincjach, gdzie można było się nieźle obłowić. O znaczeniu konsulatu świadczy też fakt, że to imionami konsulów oznaczano lata. Aby zostać konsulem, trzeba było posiadać olbrzymi majątek i narobić sobie niezłych długów. Przekupstwo było czymś najzupełniej naturalnym i bez tego nie można było zdobyć głosów wyborców, a że głosów potrzeba było wielu, to trzeba było wielu przekupić, stąd długi. Porażka w wyborach oznaczała niemałe kłopoty finansowe. Aby przekonać do siebie obywateli kandydaci organizowali igrzyska i uczty, by każdy słyszał jego imię. Oczywiście były one o wiele bardziej wystawne niż dzisiejsze wiece czy happeningi a współczesna kiełbasa wyborcza jest jedynie jej marną podróbką.
Współcześni politycy tak jak antyczni doskonale wiedzieli, że aby wygrać konieczne jest pokazywanie się w miejscach publicznych uśmiechniętym, pełnym życia, otoczonym rodziną i przyjaciółmi. Im większy miał ze sobą orszak tym większą miał szansę na wygraną.
Dzisiaj przyglądając się kampanii wyborczej wiemy czego się spodziewać. Nic nowego... od ponad 2000 lat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz