Z okazji nadchodzących dni ateizmu nasunęły mi się pewne przemyślenia.
W Warszawie organizowany jest marsz, będącym wspomnieniem Kazimierza Łyszczyńskiego, żyjącego w XVII wieku, który publicznie głosił, że Boga nie ma i za to został skazany na śmierć. Wyrok wykonano. Tak samo skończy się tegoroczny marsz w Warszawie. Łyszczyński zostanie zabity. Na szczęście te czasy już minęły i nikt z nas nie musi obawiać się, że zostanie skazany na śmierć, ponieważ myśli inaczej niż wszyscy. To się nazywa wolność i tolerancja, której hołduje.
Były kiedyś w Rzeczpospolitej czasy, kiedy każdy obywatel mógł myśleć i wierzyć w co chce, kiedy Rzeczpospolita była przykładem tolerancji, kiedy mówiono o niej "państwo bez stosów".
Gdy w 1517 roku Marcin Luter rozpoczął reformację, nowinki religijne szybko dotarły do Polski i rozprzestrzeniły się po całej Koronie i Litwie. Sam król przez pewien czas sprzyjał nawet reformacji. W Polsce obok siebie, w zgodzie żyli Katolicy, wyznawcy Lutra, Kalwini czy Bracia Czescy. W 1573 roku odbyła się konfederacja warszawska, która dawała wszystkim wolność religijną. Wszystkie wyznania i religie były równe. Panowała tolerancja. Ponadto, każdy nowy władca zasiadający na tronie Rzeczpospolitej musiał podpisać artykuły henrykowskie, które określały prawa szlachty i zobowiązania króla wobec nich. W skład artykułów henrykowskich wchodził także akt konfederacji warszawskiej, co oznacza, że król gwarantował szlachcie wolność wyznania. Do Polski uciekali prześladowani wyznawcy nowych wyznań. Polacy przyjmowali ich do siebie. Żyli w zgodzie. Wiek XVII to okres kontrreformacji i działalności jezuitów. To im zawdzięczamy powrót katolicyzmu do łask i wybicie z głowy wszystkim tych dyrdymałów na temat wolności religijnej. Od tej chwili Polska stała się przedmurzem chrześcijaństwa, krajem zdecydowanie katolickim. W tym okresie żył i umarł właśnie nasz Kazimierz Łyszczyński. Można powiedzieć, że taki stan trwa do dziś.
Wszem i wobec głosi się hasła, że każdy jest wolny. Każdy ma prawo do wolności wyznania. Ale czy na pewno? Czy rzeczywiście każdy obywatel może wierzyć w co chce? Czy wszystkie wyznania są traktowane równo?
Boże Ciało, uroczystość w Kościele katolickim, która jest swoistą manifestacją wiary. Ludzie wychodzą na ulicę by wraz z Najświętszym Sakramentem wędrować ulicami miasta. Wtedy wszystko jest ok. Nikomu nie przeszkadzają utrudnienia w ruchu miejskim a tym bardziej demonstrowanie swoich poglądów religijnych. Z kolei gdy to samo robią inni, nie katolicy - ateiści, to staje się już problemem. Odmawia się im prawa do publicznych wystąpień. Chce się ich usunąć z przestrzeni publicznej, do której mają takie samo prawo.
Na koniec sparafrazuję Słowackiego:
...do kraju, gdzie wolność i tolerancja były prawdziwą wartością... Tęskno mi, Panie.
jestem trudnym człowiekiem... ale pocieszam się faktem, że to Bóg mnie stworzył. Obserwator świata i jego analityk. Obserwuję i próbuję zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. W większości przypadków pewnie mi się to nie uda, ale sama próba jest czymś wzniosłym. To tutaj zapisuję moje przemyślenia.
O mnie
- przemyślenia otwartego umysłu
- jestem trudnym człowiekiem... ale pocieszam się faktem, że to Bóg mnie stworzył. Obserwator świata i jego analityk. Obserwuję i próbuję zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. W większości przypadków pewnie mi się to nie uda, ale sama próba jest czymś wzniosłym. To tutaj zapisuję moje przemyślenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz