Podwaliną pod ideę ewolucjonizmu, było stworzenie przez chrześcijaństwo linearnego pojęcia czasu (początek - trwanie - koniec). Wcześniej czas pojmowano w formie cykli, z najważniejszym cyklem natury. Zmieniały się pory dnia, pory roku ale wracały. Po wiośnie oczywiście zawsze było lato. Tak było kiedyś i tak będzie później. Linearne pojęcie czasu zrzuciło z piedestału cykliczne. To z kolei umożliwiło funkcjonowanie idei jakiegokolwiek rozwoju. Bo po co się rozwijać, skoro było oczywistym, że i tak wróci to co było przedtem.
Na drodze ewolucji, rozwoju najgorzej mają prekursorzy, ci co przynoszą nowe. Jednocześnie to oni zapadają głęboko w pamięci. Są niczym odkrywcy... niczym wszyscy ci Kolumbowie, Magellanowie, Amundsenowie. To oni byli pierwsi i potem kolejni, dopiero po nich.
Agnieszka Holland idealnie pokazała właśnie dramat, trud a także chwałę prekursora romantyzmu w muzyce. Ludwig van Beethoven. Jego IX Symfonia, w której po raz pierwszy wystąpił chór śpiewając Odę do Radości, sygnalizowała, że oto za moment nadejdzie nowe, który zatrzęsie wszystkim co do tej pory wydawało się stać niewzruszenie. Oto nadeszło uczucie, które zrzuciło z piedestału rozum. Ludwig van Beethoven, niczym taran wywalił drzwi do nowego świata, stanął w progu i otwartym gestem zaprosił no niego kolejnych Chopinów, Lisztów, Mickiewiczów czy Słowackich.
Niezrozumienie... to największa udręka prekursorów. Tworzysz coś, czujesz, robisz, działasz ale nikt w około cię nie rozumie, zupełnie nie rozumie. To jakbyście rozmawiali nie tylko, w innym języku ale byli zupełnie z innych światów. Bo różnią was nie tylko słowa, ale także znaczenia tych słów, sposób myślenia, postrzegania świata.
Polecam film.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz