Od kilku dni zalewani jesteśmy informacjami o uchodźcach. Słychać głównie dwa głosy, które najkrócej można zdefiniować jako zwolenników przyjęcia uchodźców i ich przeciwników. Przysłuchując się zarówno jednym jak i drugim, zaciekawiło mnie kilka teorii, które pozwoliły mi na określenie mojego punktu widzenia.
Indywidualizm europejski a islamski kolektywizm.
Niewątpliwie jedną z cech, które definiują ludzi z kręgów kultury zachodnioeuropejskiej jest jej silny indywidualizm. Dla nas Europejczyków to jednostka jest najważniejsza. Ukształtowała nas Deklaracja praw człowieka i obywatela. W podobnym duchu rozbrzmiewa staropolskie prawo nietykalności osobistej czy majątkowej bez wyroku sądu czy oświeceniowe hasło wolności człowieka, Krótko mówiąc człowiek, ten jeden konkretny, jest najważniejszy.
W Japonii z kolei ideą nadrzędną jest dobro wspólnoty, całego narodu. Liczy się przede wszystkim kolektyw, zespół, to co razem tworzymy. Razem oznacza cały naród, wszystkich Japończyków.
Kulturę islamską również definiuje kolektywizm, lecz o mniejszym zasięgu. Dla muzułmanina najważniejsza jest wspólnota "namiotowa", w obrębie szeroko pojętej rodziny. Więźi z bratem siostrą, kuzynami są bardzo mocne.
Z tego względu marzenia o asymilacji uchodźców pozostaną zawsze marzeniami. Muzułmanina nie interesuje dobro całego narodu, kraju w którym mieszka. Dla nich najważniejszy jest własny namiot.
On - uchodźca
W medialnej dyskusji często był poruszany wątek zdecydowanej, bo ok. 76 % mężczyzn wśród uchodźców. Zaskakujące. Wydawałoby się, że to kobiety i dzieci uciekają przed wojną, bo mężczyzna potrafi się obronić a kobieta, dzieci, starsi - nie. Ten początkowo zaskakujący fakt okaże się być bardziej zrozumiały gdy uświadomimy sobie, że ten uchodźca, zanim wyruszył w podróż po lepsze jutro, zostawił w ogarniętym wojną kraju swoją rodzinę, żony, dzieci pod opieką brata czy równie bliskiego kuzyna. Wyrusza pierwszy, niczym starożytny grecki kolonizator, niczym kolumb, wyrusza w drogę. Nie zapomina o swojej rodzinie, gdy ustabilizuje się w nowym otoczeniu, przygotuje miejsce dla bliskich, sprowadzi ich. Przywoła do nowego kraju swoją rodzinę, braci, kuzynów i ich rodziny.
Dlaczego Europa, konkretnie Niemcy, Francja, Wielka Brytania? Bo tam już wcześniej był brat czy kuzyn. Tam jest już ktoś z jego namiotu. To co na pierwszy rzut oka wydawałoby się niebezpieczne, okazuje się że nie jest takie straszne.
A może jednak imigrant?
Można powiedzieć, że jeżeli nie potrafimy czegoś nazwać to mamy z tym jakiś problem. Podobnie jest z naszymi muzułmańskimi przybyszami. Uchodźcę można najkrócej zdefiniować jako człowieka, który motywowany chęcią przeżycia i bezpieczeństwa ucieka, uchodzi z własnego kraju. Motywacją jest dla niego życie, chęć jego zachowania, Imigrantem można być politycznym bądź zarobkowym. W tym przypadku motywacją jest chęć lepszego życia, bardziej wygodnego, bardziej bezpiecznego, bardziej przyjemnego. Pukający a może bardziej "wchodzący z buta" do serca Europy muzułmanie są wyjątkowym zjawiskiem. Czy można nazwać uchodźcą kogoś, kto ucieka z ogarniętego wojną kraju ale tylko do Nimiec, Francji lub Wielkiej Brytanii, bo tam jest wygodnie i żyje się na wysokim poziomie. Chyba nie.
#OniJeszczeNieWiedza
Niejako przy okazji niewątpliwie poważnej dyskusji o uchodźcach, nie mogło zabraknąć miejsca na odrobinę humoru. #OniJeszczeNieWiedza, że w Polsce w niedzielę jemy schabowe. Z uśmiechem sam czytam te wpisy. Czasami przychodzi jednak chwila zastanowienia. Uświadomienia, że najgorszym jest, że w tych wszystkich dylematach: przyjąć ich czy nie, pomóc czy może zostawić samym sobą, ucieka nam gdzieś kolejna, związana z europejskością cecha jaką jest humanitarność. Zapominamy o tym, że ci ludzie, nie ważne z jakich motywacji cierpią, są traktowani nie ludzko. Przecież, to my Europejczycy, ukształtowani m. in. na gruncie chrześcijańskiej miłości głosimy całemu światu, że człowiek jest wolny, ma prawo czuć się bezpieczny. Podkładanie nogi ojcu uciekającemu z dzieckiem na rękach zawsze powinno być bez zastanowienia piętnowane i uznane za czyn zły, nieetyczny i obrzydliwy moralnie. Jestem przekonany, że widząc zmęczonych, poobijanych muzułmańskich imigrantów, nasze współczucie nie było wielkie. Zapomnieliśmy już o tym? Może czas przedefiniować Europę na nowo?
Co robić?
Uratować, nakarmić, wyleczyć i... odesłać skąd przybyli. Witamy w Europie. Witamy jedynie wtedy gdy szanujesz nasze podstawowe prawa i wartości. Jeśli tak, to nie ważne z jakiego kraju pochodzisz, czy z Algierii, Iranu, Syrii czy Turcji - jesteś Europejczykiem.
przemyślenia otwartego umysłu
jestem trudnym człowiekiem... ale pocieszam się faktem, że to Bóg mnie stworzył. Obserwator świata i jego analityk. Obserwuję i próbuję zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. W większości przypadków pewnie mi się to nie uda, ale sama próba jest czymś wzniosłym. To tutaj zapisuję moje przemyślenia.
O mnie
- przemyślenia otwartego umysłu
- jestem trudnym człowiekiem... ale pocieszam się faktem, że to Bóg mnie stworzył. Obserwator świata i jego analityk. Obserwuję i próbuję zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. W większości przypadków pewnie mi się to nie uda, ale sama próba jest czymś wzniosłym. To tutaj zapisuję moje przemyślenia.
piątek, 11 września 2015
środa, 3 września 2014
Allah uratuje Ukrainę?
Konflikt ukraińsko - rosyjski trwa nadal. Codziennie jesteśmy bombardowani informacjami o kolejnych starciach, sankcjach i groźbach. Czy to się kiedyś skończy? Jak się skończy? Czy Putinowska Rosja wycofa się? Historia pokazała już, że jak Rosja, nieważne czy biała czy czerwona, wchodzi gdzieś w gościnę, to z brudnymi buciorami i w dodatku nie zamierza wychodzić. Trzeba pożegnać ich siłą. Tymczasem na Bliskim Wschodzie powstaje dziwaczny, zupełnie nie znany Europejczykom, fanatyczny, islamski twór, który uważa za swojego największego wroga cywilizacje europejską, to co nie zgodne z islamem oraz... Rosję. Rosję, która depcze wolność i suwerenność ich islamskich braci na Kaukazie. Nie od dzisiaj wiadomo, że Bliski Wschód to strefa wpływów USA. Co chwila USA obala rządy, prowadzi wojny, czy penetruje gospodarkę w tym regionie. Może to właśnie z
inicjatywy wszechpotężnych Stanów Zjednoczonych powstało to fanatyczne, szariatyczne państwo, definiujące się jako antyrosyjskie. Powstało po to właśnie, by umożliwić Rosji wyjść z twarzą z tego konfliktu i oczywiście jeszcze ugrać swoje. Być może za chwile zobaczymy wspólne wojska rosyjskie, europejskie i amerykańskie na Bliskim Wschodzie razem walczące przeciwko islamskim dzihadystom. Po ich pokonaniu niespokojny Kaukaz stoi dla Rosji otworem. Bo tak naprawdę kogo interesują republiki kaukaskie? To one padną łupem Rosji w zamian za spokój Ukrainy i zgodę Wszechmogącego Putina na przyłączenie jej do cywilizacji zachodniej. I tak Allah ocali świat i Ukrainę. Zrobi to w typowy dla siebie sposób - dolarami i Ak47.
inicjatywy wszechpotężnych Stanów Zjednoczonych powstało to fanatyczne, szariatyczne państwo, definiujące się jako antyrosyjskie. Powstało po to właśnie, by umożliwić Rosji wyjść z twarzą z tego konfliktu i oczywiście jeszcze ugrać swoje. Być może za chwile zobaczymy wspólne wojska rosyjskie, europejskie i amerykańskie na Bliskim Wschodzie razem walczące przeciwko islamskim dzihadystom. Po ich pokonaniu niespokojny Kaukaz stoi dla Rosji otworem. Bo tak naprawdę kogo interesują republiki kaukaskie? To one padną łupem Rosji w zamian za spokój Ukrainy i zgodę Wszechmogącego Putina na przyłączenie jej do cywilizacji zachodniej. I tak Allah ocali świat i Ukrainę. Zrobi to w typowy dla siebie sposób - dolarami i Ak47.
czwartek, 31 lipca 2014
Deklaracja wiary i sumienia
Piątek... Dzień jak co dzień... zaczynam od kawy i dwóch papierosów. Godzina 11 coraz bliżej, czas do pracy, pewnie znowu się spóźnię... Wsiadam w auto i jadę. Kur..a znowu nie zatankowany, trzeba szybko wjechać na stację, teraz to już na pewno się spóźnię. Tankuje za 50 zł. Podchodzę do kasy, na szczęście pusto, bez kolejek. Zamówię jeszcze hot doga. Miałem się odchudzać, rzucić palenie, ale to od jutra... Nagle słyszę:
- hot dogów nie sprzedaję dzisiaj, jedynie bez parówki mogę zrobić. Ma być? Co kur..a? Myślę.
- dziękuję, do widzenia.
Trudno czasami jadam śniadanie koło 14, w pracy znowu kawa i dwa ćmiki i damy radę...
Nareszcie w domu...
- Tato a czy to prawda, że najtrudniejsze zadania z matematyki można rozwiązać jedynie modląc się do Ducha Świętego?
- Tak, a dlaczego tak sądzisz?
- Bo Pani w szkole tak powiedziała?
Co kur..a? Myślę.
- Trzeba się dużo uczyć, ciężko pracować, to wtedy odnajdziesz każde rozwiązanie.
- A pamiętasz jak mi mówiłeś o tych zaborach, że Polska była słaba i dlatego Rosja, Austria i Prusy zrobiły rozbiory? To Pani od historii powiedziała, że to była kara boska za grzechy.
Co kur..a? Myślę.
- Być może, ale zapewne powiedziała także, że inni ludzie widzą to inaczej, mają inne zdanie na ten temat.
- Nie... Mówiła, że tak jej sumienie twierdzi, czy coś.
Co kur..a? Myślę
Telefon dzwoni... akurat gdy rozpoczynała się ciekawa rozmowa.
- Dobrze już jadę. Dziesięć minut i będę.
W dzieciństwie było nas pod blokiem sześciu. Dwóch już nie żyje, nie dożyli nawet 25 lat. Teraz kolejny ma odejść? Wypadek na motorze... Potrzebna krew... Dziesięć minut i będę. Na szczęście do szpitala było niedaleko. Co jeszcze ciekawego ten dzień przyniesie. W szpitalu dość tłoczno, zgłosiło się kilku chętnych do oddania krwi, ale dlaczego to trwa tak długo? Tu chyba liczy się każda sekunda? Szukam ordynatora, pielęgniarki, kogokolwiek... w końcu jest, siostra oddziałowa.
- Dlaczego to tak długo trwa, czemu tylko jedna pielęgniarka pobiera krew? Gdzie inne?
- Innym pielęgniarkom sumienie nie pozwala na pobieranie krwi, dlatego musi Pan poczekać.
Co kur..a? Myślę. To jakaś paranoja.
Wydaje mi się, że nastała dziwna epoka konfrontatcji. Epoka konfrontacji światopoglądowej. Państwo świeckie staje do walki z państwem wyznaniowym. Pamiętam retorykę, jeszcze nie tak dawno, uprawianą przez Korwina Mikke. Straszył, że już niedługo zamiast Niemiec będziemy graniczyć z Kalifatem Berlińskim. Nie spodziewałem się jednak, że to Niemcy mogą już niedługo graniczyć z Arcychrześcijańską Rzeczpospolitą Polską.
Kiedyś Polska była krajem tolerancyjnym, otwartym i była potęgą gospodarczą, militarną i kulturową. Gdy stała się fanatyczna, ultrakatolicka, była zaściankiem Europy a chwilę później zniknęła z mapy Europy.
Deklaracja wiary i sumienia w życiu publicznym jest nie do zaakceptowania. Życiem publicznym steruje prawo i jego przepisy. Będąc lekarzem w państwowym, publicznym szpitalu powinno się pomagać człowiekowi a nie odmawiać mu pomocy. To z jego podatków ten lekarz otrzymuje wynagrodzenie. Będąc nauczycielem w publicznej szkole powinno się uczyć w oparciu o fakty naukowe i pluralizm poglądowy. Nie można deklarować w nauce konkretnego stanowiska a inne uznawać za gorsze, drugiej kategorii. Należy o różnych poglądach na jeden temat rozmawiać i dyskutować. Swoją drogą Korwin Mikke proponuję szkolnictwo prywatne, wtedy to właściciele tych szkół decydowaliby w jaki sposób ich nauczyciele będą nauczać i jakie deklaracje podpisywać a rodzice decydowaliby czy ich dziecko ma się uczyć w szkole fanatyków religijnych, czy otwartych umysłów.
czwartek, 29 maja 2014
Eurowybory
Wybory do Europarlamentu są dla nas Polaków czymś nowym, chyba ciągle jeszcze egzotycznym. "Bruksela, to gdzieś tam daleko, chyba w Belgii, tam gdzie dużo pieniędzy i gdzie podobno podejmowane są decyzje, które mają ogromny wpływ na nasze życie... ale nie za bardzo to czuć i widać".
Frekwencja na poziomie 23 procent wydaje się niezbyt imponująca. Jednak patrząc na to z innej strony, to okazuje się, że co 4 obywatel poszedł do urn. To chyba nie najgorzej.
Tegoroczne wybory do europarlamentu były po prostu fascynujące! Niespodziewanie, po raz kolejny wygrało PO - co za zaskoczenie! Wyjątkowo, znowu PiS był drugi - o nie, co za niespodzianka. Daleko w tyle ale jeszcze na podium - nie do wiary - SLD czyli komuna. Podsumowując - nic nowego od 7 lat.
Można by się znudzić tym filmem, gdyby nie dwie sprawy. Porażka Palikota i sukces Korwina Mikke. Palikot i Korowin Mikke, ustawieni po przeciwnych stronach sceny politycznej. Dwa zupełnie inne pomysły na Polskę, Polaków, Europę i Europejczyków. Z pewnością są to charyzmatyczne i porywające osobowości, które połowa społeczeństwa ma głęboko w dupie i pewnie nie wie o ich istnieniu. Połowa tych oświeconych z przyjemnością wbiła by im nóż w plecy, a reszta najzwyczajniej w świecie nie może ich słuchać.
Palikot - żołnierz wyklęty. Ten, który jest piętnowany za swoje wolnościowe i równościowe poglądy. Obrońca kobiet, gejów, lesbijek i innych wyklętych. Ten, który nie pasuje do tego społeczeństwa zdominowanego, stłamszonego przez konserwatywne wpływy stojących na straży starego ładu i porządku, czerpiących inspiracje z zacofanego średniowiecza.
Janusz Korwin Mikke - banita, wyrzutek, świr. Gdy zaczyna mówić, zastanawiamy się czy to sen czy rzeczywistość? Czy on mówi na serio, czy robi sobie żarty? Uczucie zaskoczenia i niedowierzania przeradza się w podziw. Podziw dla szczerości, odwagi, konsekwencji i prostoty. Przecież wszystko to, co mówi, jest takie oczywiste. Następnie powinna nastąpić refleksja a po niej obrzydzenie. Obrzydzenie dla tak dyskryminujących i wulgarnych poglądów.
Palikociarnia i Korwiniści mimo diametralnych różnic programowych można powiedzieć, mają podobny elektorat. Twardy elektorat obydwu partii, czy partyjek oscyluje w granicach błędu statystycznego. Dużą część ich wyborców można nazwać niezadowolonymi, krytykami, sceptykami różnej maści.
Sukces Korwina Mikke zaskoczył olbrzymią część wyborców. Ten, który zawsze przegrywał, teraz może mówić o sukcesie. Patrząc na wyniki wyborów w innych krajach europejskich sukces Korwina już nie dziwi tak bardzo. Eurosceptyczna partia wygrała wybory na Wyspach Brytyjskich i we Francji. Eurosceptycy są już wyraźną siła w Europarlamencie... na szczęście podzieloną i nie zdolną do wspólnego działania. I znowu rodzi się pytanie: Quo Vadis Europo?
środa, 9 kwietnia 2014
o miłości katolickiej
Zacznijmy od małej powtórki z katechizmu, by przypomnieć najważniejsze zasady moralności katolickiej, o której często zapominamy. Jest w Ewangelii taki fragment, gdzie Jezus zapytany przez arcykapłanów, o to które przykazanie jest najważniejsze powiedział: "Będziesz miłował Pana Boga swego, ze wszystkich sił swoich, z całego serca i z całej duszy. A bliźniego swego [miłował] jak siebie samego." W innym miejscu powiedział także: "Widzisz o oku bliźniego drzazgę i chcesz ją usunąć a belki w swoim oku nie widzisz?" To znaczy, najpierw się ogarnij człowieku i bądź dobry a później poprawiaj innych. Podczas próby ukamienowania nierządnicy powiedział, do zebranych: "Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień." Nikt nie rzucił.
Dzisiaj z łatwością rzucamy kamieniami. Bliźniego swego z pewnością nie traktujemy tak, jak byśmy chcieli by nas traktowano. O podstawach moralności katolickiej zapominają notorycznie ci, którzy głoszą, że kierują się jej zasadami na co dzień i jawią się nam jako jej obrońcy.
Rodzą się więc w głowach pytania: Czy to wypada katolikom, obrońcom wiary piętnować inne, niezrozumiałe zachowania pewnych jednostek, homoseksualistów, zwolenników gender, i innych odmieńców. Czy to po katolicku odmawiać im miejsca w przestrzeni publicznej i ich dyskryminować? Czy to jest własnie ta miłość bliźniego? Czy to jest własnie to traktowanie drugiego człowieka z miłością, tak jakbyśmy sami chcieli być traktowani? Sami chcemy być ludźmi wolnymi, a odmawiamy prawa do wolności innym. To nie po katolicku.
Nurt gender z kolei idealnie wpisuje się w katolicką moralność. Gdyby na nie powiedziano w telewizji, że Kościół Katolicki uważa gender za jakąs zbrodnię, to pomyślelibyśmy, że to na nowo odkryta miłość bliźniego. Przecież to gender głosi prawa do wolności i równości wszystkich odmieńców i innych dziwaków, w myśl katolickich zasad: miłości bliźniego i miłowania swoich nieprzyjaciół.
Z jaką kuriozalną sytuacją mamy tu do czynienia. Katoliccy wojownicy sprzeniewierzyli się zasadom swojej moralności i piętnują, wytykają palcami błędy i przewinienia innych, nie widząc belki w swoim własnym oku. Ci sami, których często oskarża się o pedofilię i nadużycia finansowe, krytykują tych, którzy mając na względzie miłość bliźniego i domagają się traktowania wszystkich, bez wyjątku, z szacunkiem i miłością.
Podsumowując: Zwolennicy gender są bardziej katoliccy niż ich katoliccy oponenci. Lepiej wcielają w życie idee katolickiej miłości (chociaż mówią, że nie chcą mieć za wiele wspólnego z czymkolwiek co katolickie), niż ci którzy tak wiele o niej mówią... lecz nie robią nic więcej poza mówieniem.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
o bieganiu
Natchnieniem do stworzenia tego wpisu był artykuł pewnego Jegomościa z Rzeczpospolitej, w którym to opisuje, jakie to bieganie jest straszne i jakie przez to są okrutne korki w miastach. Po prostu aż serce żal ściska. To link do artykułu.
http://www.rp.pl/artykul/61991,1099644-Zdort--Biegactwo-i-inne-religie.html?p=1
A poniżej mój komentarz do tego felietonu.
http://www.rp.pl/artykul/61991,1099644-Zdort--Biegactwo-i-inne-religie.html?p=1
A poniżej mój komentarz do tego felietonu.
Szanowny Panie!
Sądząc po pańskiej ocenie zjawiska biegania, sądzę, że zapewne nie przeczyta Pan tego komentarza jednak czuję nieodpartą chęć wyrażenia mojej dezaprobaty. Śmiałem się w głos, kiedy czytałem Pana wyznanie o tym, że nie biega... Wyobraziłem sobie wtedy właśnie Jegomościa z piwkiem w ręku, przed komputerkiem w dresiku, dziurawymi skarpetami, klapeczkach i wiszącym prawie po kolana brzuchem (waga ok. 110 kg). Oczywiście ten Jegomość jest bardzo mądry, oczytany, bo wieczorem popijając piwko i zapewne przegryzając paluszkami bądź chipsami, no może ewentualnie kabanosy czyta mądre artykuły podrzucone przez znajomych na faceboku bądź na onecie, jednocześnie ma także o sobie dość wysokie mniemanie, bo jest mądry i zapewne imponuje koleżankom swą inteligencją. Otóż nie, wielki brzuch nie jest sexy, jest po prostu najzwyczajniej obleśny. W społeczeństwie, gdzie problem z nadwagą jest coraz częstszy, gdzie w zdecydowanej większości nie uprawia się jakichkolwiek sportów, Pan krytykuje tą najłatwiejszą, najtańszą formę aktywności. To jest po prostu niesmaczne i obrzydliwe. Zapewniam Pana, że nie wszyscy biegacze używają najdroższego sprzętu. Wystarczą buty z marketu za 49 zł i darmowa appka na smartfona by zacząć biegać i choć odrobinkę żyć zdrowo. Wiedziałby Pan o tym, gdyby wysiadł z samochodu i spojrzał na biegaczy, zamiast narzekać w samochodzie stojąc w korku. Co do organizowania takich imprez w mieście to jestem ciekaw w jakim lesie, na jakich ścieżkach, zmieściłby Pan tyle tysięcy osób oraz zapewnił tak wysoką frekwencję. Po drugie, w laskach, na krzywych ścieżkach, poza miastem z łatwością można skręcić kostkę (ale o tym mógł Pan nie wiedzieć, bo nie ma pojęcia o bieganiu), wtedy na pewno narzekałby Pan na koszty pierwszej pomocy. Ponadto, domyślam się, że gdy organizowane są procesje na Boże Ciało, spotkania pod krzyżem, czy marsze w rocznicę rozbicia tupolewa, zapewne nie ma Pan pretensji o zamykanie ulic. Biegacze również mają prawo do przestrzeni miejskiej tak samo jak ksiądz proboszcz maszerujący po ulicach z wiernymi. W Poznaniu korki były małe, a biegło około 7 tysięcy uczestników. Być może coś słabo z logistyką w stolicy. Nie wiem. Ogólnie proszę Pana - Żenada.
sobota, 5 kwietnia 2014
gender
Temat gender był swego czasu niezwykle nośnym tematem w mediach. Niemal codziennie mogliśmy słyszeć o tym w telewizji. Dzisiaj wydaje się być już troszkę zapomniany ale nadal jest bardzo interesujący. Definiując to pojęcie uderza nas w pewien sposób ubóstwo języka polskiego. W języku polskim funkcjonuje słowo płeć, które ma bogatą semantykę lecz musi być niestety uzupełnione pewnymi określeniami. Stąd funkcjonują w języku polskim określenia płeć biologiczna oraz płeć kulturowa. Język angielski nie ma takich problemów. Płeć biologiczną nazywa "sex" a płeć kulturową "gender". To właśnie najprostsza definicja gender - płeć kulturowa. Nad płcią biologiczną nie ma co się zastanawiać Jest mężczyzna i jest kobieta, z określonymi cechami fizycznymi, typowymi tylko i wyłącznie dla każdego z nich. Owszem zdarzają się wyjątki. Nie tak dawno słyszeliśmy o złotej medalistce olimpijskiej, chyba z RPA, która jak się okazało urodziła się z męskimi i żeńskimi narządami płciowymi. Obojnaki się zdarzają także. Natura lubi płatać figle. Podobnym przykładem mogą być hermafrodyci. Tu zwraca się bardziej uwagę nie na narządy płciowe, lecz o rysy twarzy, budowę ciała, zachowanie. Jeszcze nie tak dawno, w XIX stuleciu można było ich spotkać w odległych od nas zakątkach ziemi, na Oceanie Indyjskim, byli integralną częścią danego społeczeństwa. Innym ciekawym przykładem jest przykład kastratów. W historii antycznej był to zabieg dość popularny. W imię wyższych idei rezygnowano z namiętności, pożądania, seksualności czego znakiem zewnętrznym było właśnie usunięcie organów rozrodczych. Był to symbol odrzucenia ludzkiej cielesności i znak oddania się temu co duchowe. Kapłani antycznej bogini Kybele, zwanej Wielką Matką, która może uchodzić za pierwowzór chrześcijańskiej Matki Boskiej, byli właśnie kastratami. Swoją drogą interesujące było by co na ten temat myślą współcześni duchowni. Czy byliby w stanie zrezygnować ze swojej cielesności? Czy pozwolili by sobie uciąć jaja, w imię wyższej idei. Wydaje mi się, że nie. Nie mogli by wtedy molestować dzieci. W obecnej sytuacji Kościoła jest to pewne rozwiązanie, jednak chyba zbyt drastyczne. Kastrowano także dla celów społeczno - politycznych. Był to zabieg dość popularny wśród wyzwolonych niewolników. Niewolnika, który został wyzwolony często kastrowano, dlatego by nie miał potomstwa, by wolność dotyczyła jedynie jego, nie jego dzieci. Płeć kulturowa jest o wiele bardziej skomplikowana i bogatsza, ponieważ kultura, w której żyjemy jest niezwykle bogata i urozmaicona. To nasz dorobek cywilizacyjny. Gender jest właśnie nauką, nie idealogią, która bada w sposób naukowy recepcję, sposób funkcjonowania płci w kulturze właśnie. Zauważa, że istnieją osoby, którym płeć biologiczna przeszkadza, nie odpowiada. Czują się źle w swoim biologicznym ciele, psychicznie są zupełnie kimś innym niż mogło by na to wskazywać ciało. Ci właśnie transseksualiści są jawnie dyskryminowani i wytykani palcami jako ktoś inny, często gorszy. Odbiera się im prawo do wolności i równości. Ta właśnie nauka zauważa, że kultura narzuca kobiecie i mężczyźnie odpowiednie zachowania. To kobieta powinna siedzieć w domu i opiekować się dziećmi, prać, sprzątać i zmywać naczynia. Facet powinien zapierdalać i przynosić do domu pieniądze, a po pracy mieć uszykowany obiad. Taką rolę narzuca kobiecie i mężczyźnie kultura. Wyłamanie z tego schematu jest często piętnowane i nie zrozumiałe. Gdzie wolność i równość w tym przypadku? Kobieta nie może spełniać się zawodowo? Facet nie może sprzątać?. Owszem, to facet jest fizycznie silniejszy i on powinien ciężko pracować w kopalni czy na budowie a nie kobieta. Zgadzam się. Tu dochodzimy do sedna problemu. Kobieta i mężczyzna powinien mieć wybór, w imię równości i wolności. Jeśli chce to oczywiście facet może prać i sprzątać a kobieta zapierdalać na budowie - jeśli chce. Kulturowe przyzwyczajenia nie mogą w tym przeszkadzać, nawet więcej kulturowe przyzwyczajenia czy schematy nie mogą prowadzić do prawnej dyskryminacji takich zachowań. Jeśli facet chce nosić sukienkę, to niech nosi. Gender to właśnie prawo wyboru, to wolność i równość. Nikt nie zmusza chłopców do przebierania się za dziewczynki ani na odwrót. Gender pokazuje jedynie jakie zachowania narzuca nam kultura, w której żyjemy, ale to jest tylko nam narzucone przez większość, jeśli się z tym nie zgadzasz, czujesz inaczej to rób co chcesz, jak chcesz, po swojemu i pamiętaj że i tak jesteś piękny, wyjątkowy i równy a nie gorszy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)